uwagauwaga
Link 16.05.2009 :: 23:01 Komentuj (0)
bo jedzie rolwaga!
SCHLUDNY.BLOG.PL
z martwych powstau.
on nie jest gruby, tylko puchaty!
Link 23.03.2009 :: 12:06 Komentuj (2)
jest tak mianowicie, że wychodzę z miękkiej sofy, a tu rześko i deszcz, jak ładnie, ale odpadają mi dłonie, a autobus nie przyjeżdża. jedzie samochód z napisem nalewka wawelska, pani, która ma problemy z chodzeniem, druga pani, która ma masywną twarz. prawie nie mam już dłoni. autobus spóźnia się na tyle, że nie było warto, wsiadam ja, później ktoś, kto jest całkiem poziomy, ma poziomą twarz, poziomy podbródek i poziomy tułów. kąciki ust spadają mu na dół, więc jest zawsze niezadowolony. jedzie też osoba, która ma taki sam stary odtwarzacz jak ja. w pracy jak na ogół wesoło, w mojej głowie cisza, wypijam sto herbat, piszę coś tam i coś tam.
Link 05.03.2009 :: 21:40 Komentuj (1)
w dni powszednie jeżdżę na pętlę borek fałęcki, gdzie jest kiosk z napisem: kosmetyki papier toaletowy, sklep zoologiczny pozbawiony karmy dla kota oraz napis na murze zawierający słowo napletek. z tego punktu zaczyna się mój spacer, w trakcie którego mijam grube koty oraz psa bernardyna, po czym zaczyna mi dymić głowa i jestem z tego zadowolona.
oraz jeśli człowiek zda sobie sprawę z tego, o ilu osobach słyszał, jakie to są mądre, a potem słyszy czy czyta ich wypowiedzi, w których robią z się pajacy, to można ze śmiechu pęc. na przykład w roku 2007 człek niby uduchowiony i mądrzejszy niż wszyscy opublikował parę słów, z których wynikło, że okazał się prosiakiem socjobiologiem i co, i śmiech i plama na wizerunku.
z tej okazji jedna z najładniejszych piosenek polskich
puh
Link 13.02.2009 :: 03:33 Komentuj (0)
dlaczego nie mogę dobywać z siebie tylu słów co florianna?!
[mkay. poszłam nabyć wino, ponieważ była ku temu szalenie ważna okazja. pani sprzedawczyni zmywała podłogę. odczułam jej władzę, ponieważ miała moją resztę. czuję się jak w roku, w którym się urodziłam.)
siostra kicia przywiozła psa, kilkakrotnie wyprowadziłam go na spacer. zrozumiałam, co znaczy nawiązywać więzi sąsiedzkie przy pomocy psów. wcześniej zespoliła nas pęknięta rura - jest wczesna pora, nociake zawiadamia, że zalewamy poniższe piętra, panik. pozbawiłam się anonimowości własnej mordki, co psuje mi szyki, bo nie lubię tego. zatem jestem tą, u której eksploduje łazienkowy wężyk, oraz której papo pojawił się jako ekspert we wiadomościach. wychodzi w nagraniu, że ma głos tak ładny, że szkoda, że nie został wokalistą zespołu typu prog rock, jak to się zapowiadało w młodości.
tymczasem jajouka (z opóźnionym zapłonem) oraz książki też po czasie, tzw. rychło w czas.
retyrettyyy!
Link 13.02.2009 :: 03:19 Komentuj (0)
co to będzie!
lalallaa!
Link 28.01.2009 :: 11:15 Komentuj (0)
raymond roussel pojechał do szanghaju, powiedział: aha, a więc to szanghaj - i od razu zawrócił, i był zadowolony.
wyjdź ze skorupki, krupkikrupki.
Link 22.01.2009 :: 11:20 Komentuj (1)
słucham archiwalnych audycji radiowych, w których straszą, udzielają rad i porad troszkę groźnych, pouczające przeżycie, przy tym pracuję - to właśnie sposób życia, który mi odpowiada, gabinetowy, skromny i pokorny, bez nadmiaru bodźców. wprowadzam pewien ordnung i działa, jeszcze jedna sprawa istotna to spać bez poczucia winy, bo dailyroutines trochę psują w mózgu, ale jednak niedobór snu to groźna dewiacja, która potem się okrutnie mści. a więc pisać, spać, focić pożytecznie.
w bibliotece znalazłam książkę w psychokolorach, w której jest chyba wszystko i która czyni mądrzejszym, oraz kupiłam dziennik złodzieja, który ktoś ukradł (co za zbieg okoliczności) z biblioteki i wkleił zawartość do góry nogami względem okładki. ponadto czeka mnie niebawem owocna wyprawa z nowym szpanixowym aparatem, który wiele potrafi.
w audycji, o której na początku, ktoś się skarży, ktoś narzeka, że był za dobry itp i zasadniczo płyną zeń złe wnioski, za dużo słów tu pada i to bardzo szkodliwych, nie można sobie brać takich rzeczy do serca, potem mnożą się mentalne świnki, a świnkom mówimy nie.
ucz się
Link 14.01.2009 :: 15:15 Komentuj (0)
daily routines
no ale kiedyś było łatwiej bo nie mieli internetu.
'''
Link 14.01.2009 :: 15:09 Komentuj (1)
po 9/11 przez jakiś czas panowało przekonanie, że trzeba zadbać o etykę, relacje międzyludzkie i przestać robić drugiemu co nam niemiło, jak wiadomo nie wyszło z tego nic specjalnego, ale włala, oto nowa próba. w ostatnim czasie same wlazły mi oczy artykuły o tym, że koniec zabawy i że kryzys finansowy ukróci wszystkie swawole, że nie może być tak, że pokój, zbytki, radocha. wszyscy zaczęli z nagła tęsknić za atakiem zbójów i biedą na przednówku.
przeczytałam magazyn mód, w którym pisze bardzo lubiana przeze mnie zresztą p. zuza ziomecka i też wyraża nadzieję na jakiś kataklizm. o takiej "nostalgii za nie przeżytym" pisał ten i ów w latach 70., kiedy francuzi zaczęli stroić się w stroje z czasów vichy. padła słuszna diagnoza, że młodzi się nudzą i zazdroszczą starszym, że mieli przynajmniej przygody na wojnie. nie jestem pewna, czy to mądre, bo ci starsi na pewno (słusznie) każą się cieszyć smarkaczom, że nikt do nich nie strzelał ani nie więził.
(wymarzone lata międzywojenne nie były też takie super, jak wydaje się dziś, bo magazyn "medycyna i przyroda" np podawał, że bodaj co czwarty polak co najmniej raz przechodził rzeżączkę, a 1/3 kraju cierpiała z powodu wszy).
ze swojej strony przypominam, że narzekania na dziejowy fart mogą skończyć się w roku 2012, który zdejmie z naszych barków ciężar wszelkich trosk i będzie to przygoda z niczym nieporównywalna.
radykalizm to chyba nowa modna twarz na rok 2009. artykuł w "machinie", w którym ocenia się "łaskawe" pod kątem nielicznych poloników (na 1000 stron jakieś 6 wzmianek, a wszystkie brzydkie uzasadnione kontekstem) zastrzelił mnie bang bang! i tak powstał wizerunek "łaskawych" jako książki antypolskiej. dziw bierze, że autor artykułu nie zwęszył jakiegoś spisku. ani nie zauważył tego, że estetyka "fascinating fascism" jest znana od hohohoho i bulwersuje tylko nowicjuszy. no ale ja nie lubię się wdawać w polemiki. lubię wszystko i wszystkich, więc zamykam twarz.
na trudne czasy
Link 30.12.2008 :: 17:23 Komentuj (0)
zaiste nigdy nie cieszyłam się tak jak teraz, uwolniwszy się z pewnych okoliczności. o sprawach własnych nie umiem pisać za bardzo, bo niezbyt wypada i też mało kogo to obchodzi, ale to akurat dość ciekawe, że wątek rzucania się w coś z dużym impetem, po czym radosna rezygnacja to jakiś mój szczególny leitmotiv. najpierw stachanowiec, potem kaleka, wreszcie ozdrowieniec. tak jak ja obecnie zapewne czują się osoby, które opuściły więzienie albo wojsko i nie wiedzą, w którą stronę iść, tyle tego.
z notkiem (listonosz rzekł dziś nam znamienne słowa) przygotowaliśmy sobie metafizyczne stroje na noworoczny bal, pod niemałym wpływem wspólnego zaangażowania w nintendo 64. ponieważ zdążyłam zapomnieć co to życie towarzyskie itp. (poczułam się nieco jak referent prasowy z 'godziny prawdziwych odczuć' handkego) oraz chude cielsko przyrosło do stanowiska komputerowego - jestem szczęśliwa mogąc podjąć kroki przeciwko tym zgubnym procesom.
o-0, jeszcze jedno, po co tytuły i opisy, to godne podziwu, jak niektórym wychodzi zajawiający tytuł, który robi połowę za treść, np. learning to cope with cowardice, człowiek bez właściwości albo i kissed glenn gould. ja właśnie męczę się z tego rodzaju zadaniem i nigdzie drogi ni kurhanu.
